Kup dziecku skarbonkę – czyli jak uczyć dzieci oszczędzania. W ten sposób nasza pociecha nauczy się liczyć, szanować pieniądze i zdobędzie nawyk oszczędzania. Jeśli nie chcemy aby dziecko miało w przyszłości problemy finansowe musimy zadbać o to sami od najmłodszych lat. Nie liczmy na szkołę bo ona tylko musi wypełniać „program”.

Skarbonki rodzinne

Oboje moich dzieci ma skarbonki. Dostali je ode mnie na w bardzo młodym wieku. Jeśli chodzi o starszego ośmiolatka to nie pamiętam dokładnie, kiedy to było ale chyba gdy szedł do szkoły. Miał wtedy 4 lata, bo tyle się ma gdy idzie się do zerówki w Anglii. Co do młodszego dwulatka sytuacja jest prostsza bo na drewnianym kuferku wygrawerowano dedykację z datą – był to prezent na jego pierwsze urodziny.

Nawet ja z żoną mamy swoją skarbonkę. Jest to porcelanowy słonik, którego dostaliśmy od grupy przyjaciół w dniu ślubu. Pieniądze, które w nim były już dawno wydaliśmy ale nie stał on pusty. Używaliśmy go przez 11 lat w Anglii do gromadzenia gotówki znalezionej na ulicy. Jest wypełniony po brzegi monetami i nawet kilkoma banknotami. Obecnie, po powrocie z Wysp, służy nam za talizman szczęścia i dowód, że naprawdę pieniądze leżą na ulicy!

Po co dziecku skarbonka?

Oczywiście po to by gromadzić w niej pieniądze! Ale skarbonka ma jeszcze wiele innych przydatnych walorów wychowawczych i edukacyjnych. Poniższe przemyślenia są z mojej perspektywy – oszczędnego ojca dwóch synów.

Nauka liczenia i nie tylko…

Liczenie na papierze jest nudne. Kupowanie zabawek wspomagających dodawanie jest kosztowne i niepotrzebne. Liczenie małych, błyszczących krążków dla małych chłopców to super zabawa. Można je dotknąć, powąchać, polizać, rozrzucić po całym pokoju i patrzeć jak tata zbiera… Monety są małe, cienkie i na początku dziecko będzie miało trudności z ich podnoszeniem. Doskonale zatem nadają się do rozwijania zdolności motorycznych małych rączek.

Na początku liczymy monety nie zważając na nominały. Możemy robić proste dodawania, odejmowania, porównywania wielkości kolumn z monetami. Później gdy dzieci są bardziej świadome możemy dodawać liczby, które są na monetach. W ten sposób można opanować dodawanie do stu, korzystając tylko z monet groszowych o nominałach: 1, 2, 5, 10, 20 i 50 groszy.

Oswajanie z pieniędzmi

Dzieci są bacznymi obserwatorami. Widzą nas jak robimy zakupy i że płacimy pieniędzmi (chyba że cały czas używamy karty). W końcu same do tego dojdą albo my je uświadomimy, że te krążki w skarbonce to są pieniądze. Są one cenne bo za nie kupujemy wszystko dookoła i płacimy podatki ;).

Najlepiej wyjaśnić wartość na przykładzie czegoś cennego dla dziecka. Fizycznie usypać stos pieniędzy, za który można kupić jego ulubioną zabawkę. Wtedy taki mały człowiek będzie w stanie na swój sposób zrozumieć wartość i sens pieniędzy.

Dziecku większemu – przedszkolakowi – oprócz monet włóżmy też do skarbonki reprezentatywną próbę banknotów czyli 10, 20, 50 zł. Niech wie, że takie istnieją, który jest „najlepszy” a który „najgorszy”. A na dodatek, co jest wielce nieintuicyjne i niezrozumiałe, że taki papierek z obrazkiem jest dużo więcej warty niż „złoty” grosik.

Nawyk oszczędzania

Mój ośmioletni syn ma 3 osobne miejsca na pieniądze. Pierwszy to jego portfel, gdzie trzyma wszystkie monety i jakiś jeden banknot. Nosi go przy sobie i to są jego pieniądze do wydania na dowolne cele. Są to skromne środki, więc dajemy mu pełną swobodę przepuszczenia na cokolwiek. Zazwyczaj są to jakieś przekąski czy słodycze w szkolnym sklepiku lub na wycieczce szkolnej.

Drugim pojemnikiem jest metalowa skarbonka, która mieści banknoty. Są to oszczędności pod wspólną kontrolą jego i rodziców. Zazwyczaj są zbierane na określony cel i spokojnie sobie leżakują w metalowej puszcze. W ten sposób uzbierał na swój urodzinowy rower. Zajęło nam to rok ale prosiliśmy wszystkich rodziców jego kolegów by dali w prezencie urodzinowym gotówkę na ten cel. Po dwóch urodzinach miał na połowę roweru, drugą połowę dorzucił bank mamy i taty.

Trzecim pojemnikiem jest drewniana szkatułka i tam są jego oszczędności długoterminowe w postaci srebrnych monet. Ja będąc skrzywionym na punkcie pieniędzy, finansów i ekonomii nie daję mu monet czy banknotów Narodowego Banku Polskiego. Zamiast miedzi i niklu dostaje szlachetne srebro. Tłumaczę mu co to za monety, z jakiego są kraju, z czego są zrobione, dlaczego mają większą wartość niż nominał, dlaczego je oszczędzamy i kiedy będzie mógł z nich skorzystać. To jest według mnie świetny sposób na naukę oszczędzania, ponieważ używamy monet „bezużytecznych” w sklepie. Nawet jakby chciał, nie może ich wydać – nikt w sklepie ich nie przyjmie bo nie są legalnym środkiem płatniczym w Polsce. Pomijam tu jakiegoś błyskotliwego kasjera, który sprzedałby mojemu synowi lizaka za uncję srebra i pod ladą wymienił ją na 2 złote 😉

Pierwsze kieszonkowe

Zdania na temat kieszonkowego są podzielone. Jedni są za i mają argumenty, inni są przeciw i też bronią swojego punktu widzenia. Psycholodzy swoim dzieciom pieniędzy nie dają by nie skrzywdzić ich uczuć i wizji postrzegania świata. Natomiast ja, zatwardziały kapitalista, pieniądze im daję od najmłodszych lat. Rozwiązuje mi to problem, który mają inni rodzice: od kiedy dawać kieszonkowe? Ja rozpoczynam w dniu urodzenia, jednak sposób, dawkę i formę dostosowuję do wieku i możliwości rozumienia spraw finansowych dziecka.

Mój dwulatek jeszcze o tym nie wie ale już ma sporadyczne kieszonkowe w swojej drewnianej szkatułce. Starszy regularnie, co dwa tygodnie dostaje srebrną ćwierćdolarówkę, która ląduje w puli oszczędności długoterminowych. Od czasu do czasu wpadnie mu jakiś polski banknot, który bez emocji upycha do metalowej puszki. Z radością obserwuję, jak na chwilę obecną, pieniądze mojego syna w ogóle nie kręcą.

Idea pracy zarobkowej

Znów narażę się pedagogom i psychologom gdy stwierdzę, że mój syn pracuje. A za pracę dostaje wynagrodzenie. Z tymże jego praca polega na chodzeniu do szkoły, nauce, odrabianiu pracy domowej i nie podpadaniu zbytnio nauczycielowi. To jest jego obowiązek i nie widzę w tym nic złego by wynagradzać go za to. Tak samo dorośli muszą chodzić do pracy, wykonywać ją rzetelnie, i być posłuszni swojemu szefowi. Za to się im płaci i nikt nie uważa tego za dziwne. Więc dlaczego nie przygotowywać dzieci do tej rzeczywistości od samego początku?

W czasie każdej wypłaty, pytam się czy wie za co ją dostaje. Odpowiada: „za naukę i pracę w szkole”. W ten sposób utrwalam skojarzenie, że nie ma nic za darmo. Jeśli chce się mieć pieniądze trzeba na nie zapracować.

Są też opinie by nie wynagradzać za obowiązki ale za zajęcia dodatkowe. Z tego co ja widzę, przy natłoku zajęć w polskiej szkole, nie ma sił i czasu na dodatkowe obowiązki. A jak już syn ma jakiś czas wolny to ja wolę by odpoczywał, bawił się i robił co mu się podoba – czyli w skrócie był dzieckiem.

Sposób na prezenty

Skarbonka jest dobrą wymówką dla mnie, by żądać od wszystkich pieniędzy jako prezentów dla moich dzieci. Brzmi to o wiele lepiej „wrzućcie coś do skarbonki”, niż „dajcie mu jakieś pieniądze”. W ten sposób wszyscy wygrywają. Ja się nie frustruje się kolejną badziewną zabawką. Dziecko będzie miało wymierną korzyść, gdy kupi sobie za zgromadzone oszczędności coś wartościowego. A darczyńca ma problem z głowy i nie musi się zastanawiać czy prezent się podobał.

Moi synowie nie dostają ode mnie żadnych plastikowych bubli jako prezentów. Daję im srebrne monety: albo amerykańskie srebrne ćwierćdolarówki, albo bulionowe monety o wadze jednej dziesiątej lub jednej uncji. Monet tych nie wydadzą w sklepie więc spokojnie dotrwają do ich pełnoletności. Wtedy zdecydują czy kontynuować tradycję i powiększać kolekcję czy ją spieniężyć.

Srebrne monety bulionowe o wadze jednej uncji są na specjalne okazje jak imieniny lub urodziny. Wtedy też umieszczam w kapslu specjalną dedykację z datą i życzenia tak, by wiadomo było kiedy i z jakiej okazji została podarowana. Założę się, że przetrwają one wiele lat i będą prawdziwą pamiątką. W przeciwieństwie do wszystkich kartek z życzeniami i zabawek, które już od dawna będą leżeć na śmietniku.

Nauka finansów domowych

Z jednej małej skarbonki wypływa strumień wiedzy finansowej. Posiadając skarbonkę nasz syn już wie, że musi pracować by otrzymać pieniądze. Rozumie, że my pracujemy i pieniądze nie biorą się z bankomatu. Wie, że są cenne, ograniczone, że my mamy szczęście zarabiając dużo, podczas gdy większość ludzi takiego szczęścia nie ma. Pojmuje, że aby kupić sobie coś fajnego, droższego musi oszczędzać przez dłuższy okres czasu. Chodzi z nami na zakupy, widzi jak płacimy za produkty więc rozumie, że pieniądze idą najpierw na utrzymanie rodziny a potem na przyjemności.

Na koniec historia prawdziwa. Żona z synem była na zakupach w Waitrose (najlepszy brytyjski supermarket). Płacąc przy kasie zobaczyła rachunek i zażartowała, że to dużo. Fakt było to ze 200 funtów – zakupy na cały tydzień. Na to syn wyciągnął swój portfelik i sam z siebie dał mamie jakiś banknot mówiąc: „mamo, to ja też zapłacę za zakupy”. Gdy zobaczyła to kasjerka, to się wzruszyła i pomyślała, że mamy trudną sytuację finansową (była w błędzie). Wyciągnęła dwa kupony zniżkowe – i to solidne – co najmniej na 10%. Pierwszy zeskanowała do obecnych zakupów a drugi dała na kolejne. W ten sposób edukacja finansowa i dobre serce naszego syna oszczędziły nam co 40 funtów lub więcej.

A co Wy myślicie  dawaniu pieniędzy jako prezenty?

Czy kupiliście lub kupicie skarbonkę dla swojego dziecka?

Zdjęcie od Fabian Blank na Unsplash

Informacja na koniec

Przypominam o konkursie który trwa do 6 kwietnia 2018.

Dla czytelników i słuchaczy do wygrania 3 srebrne ćwierćdolarówki amerykańskie o wartości ok 20 zł każda.

Proszę pomóżcie mi szerzyć wiedzę finansową!

  1. Zostawcie swoje komentarze poniżej
  2. Polubcie ten wpis i udostępnijcie na Facebooku, Twitterze lub Google + (linki i ikonki są trochę niżej po prawej)
  3. Zasubskrybujcie ten blog przez RSS lub słuchajcie podcastu w iTunes
  4. Zapiszcie się na newsletter by otrzymywać informacje o nowych wpisach i dostęp do tajnej strefy z dodatkowymi materiałami.

7 Komentarzy

finedu.pl · 21 marca 2018 o 22:37

Fajny wpis. Temat bardzo ciekawy. Ale coś w tym jest ze dziecko najbardziej się uczy nawyków finansowych od swoich rodziców. Gorzej jak ma dwa skrajne wzorce. Ciekawie się robi jak nagle dziecko dostaje jakaś większa gotówkę (Komunia) i trzeba pomoc mu ja zagospodarować, a czasem pohamować zapędy konsumpcyjne. Np jeden z banków oferuje do konta juniorskiego lokatę z tygodniowa kapitalizacja co jest przy okazji fajna nauka dla dziecka jak pieniądze nawet leżąc potrafią dla nas pracować.

    Łukasz · 22 marca 2018 o 09:42

    Dokładnie. Dzieci robią to co my, nieważne czy to są nawyki finansowe, pokarmowe czy społeczne. Mój mały syn niejadek nagle zaczął jeść wędzoną makrelę tylko dlatego, że my jedliśmy na śniadaniu. Wcześniej nie chciał jej tknąć.

    Co do gotówki na komunię – to wiesz co ja dam złotą/srebrną monetę. Mam problem z głowy. Nie wiem jakie kwoty to będą ale lokata na początek do dobry pomysł. Dla kilkuset złotych czy tysięcy bieganie co pół roku po bankach by zwiększyć oprocentowanie o 0.5 punktu procentowego to gra nie warta świeczki.

    Z tymże jak pieniądze leżą na koncie to dziecko się pewnie nic nie nauczy bo tych pieniędzy nie widzi. Dla niego będzie to absolutna abstrakcja, chyba że jest już większe. Ale my możemy symulować bank przy użyciu naszej skarbonki. Możemy ustalić z dzieckiem, że co miesiąc będzie od nas dostawał odsetki np 1% miesięcznie. Czyli jak przez miesiąc będzie miał 100 zł to dostanie 1 zł. Jak będzie trzymał 1000 zł to dostanie dodatkowo 10 zł. To dużo lepsza strategia niż nędzne 2% – Belka na wirtualnym koncie bankowym. i nie mówię tylko o oprocentowaniu ale o stronie edukacyjnej też.

    PS. Co to za konto juniorskie z tygodniową kapitalizacją? Jakie mają %?

Mateusz · 24 marca 2018 o 11:01

Uczenie dzieci oszczędzania to bardzo fajny pomysł. Można też przy okazji, jak dziecko dostaje jakieś pieniądze uczyć dziecko jeszcze jednej rzeczy – mianowicie hojności i myślenia o innych. To jeszcze jeden efekt wychowawczy. Po prostu: dostałeś, zarobiłeś: część przeznacz na jakiś szlachetny cel, dla osób które nie mają, które potrzebują itp. I niech to nawet będzie jakaś istotna część, nie jakieś drobniaki, by nawet trochę to kosztowało wysiłku – rząd wielkości typu „dziesięcina”, jest chyba ok. Coraz trudniej jest wpajać takie zwyczaje, kiedy dzieci w kulturze są zachecane głównie do myślenia o sobie.

    Łukasz · 24 marca 2018 o 21:43

    10% to dosyć radykalne 😉 Ale fakt, trzeba też uczyć by dzielić się z innymi.

Mateusz · 25 marca 2018 o 16:17

Radykalne nie radykalne – kiedyś ludzie mieli mniejsze dochody (i mniejsze nadwyżki i niższy standard życia) i dawali radę, dziś też można się pokusić o zaatakowanie tego celu 🙂

Anna · 6 kwietnia 2018 o 12:16

A może tak zacząć naukę oszczędzania u dzieci od mniejszych kwot, aby wyrobić taki nawyk? Łatwiej potem ponieść poprzeczkę w tej kwestii.

    Łukasz · 6 kwietnia 2018 o 12:31

    Anna, masz rację. Kwoty na początku nie mają znaczenia bo dziecko nie umie liczyć i nie rozumie koncepcji pieniądza. Można zacząć od dowolnych kwot i drobnych monet, np 10-groszy. Potem, z wiekiem można dawać podwyżkę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *